Albert Sosnowski nie przekreśla szans Kamila Szeremety (21-1, 5 KO) na sprawienie niespodzianki w walce z Jaime Munguią (36-0, 29 KO). Zdaniem byłego mistrza Europy wagi ciężkiej, polski pięściarz może skorzystać na doświadczeniu, które zdobył w grudniowej walce z Giennadijem Gołowkinem.
- Szeremeta wie czego się spodziewać na mistrzowskim poziomie. Doświadczenie z walki z Gołowkinem to tylko jego atut. Najważniejsza w tej walce będzie mobilność i obrona. Jeśli Kamil będzie trzymał szczelną gardę i pracował przednią ręką, to może być trudny dla szybkiego, ale jednak trochę chaotycznego Meksykanina - analizuje "Dragon".
- Kamil nie ma na sobie żadnej presji. Jak dobrze wejdzie w walkę to może utrzeć nosa krytykom. Szermierka na pięści to nie do końca przewidywalny sport. Doświadczenie Kamila, determincja praz forma dnia poparte wiarą w zwycięstwo i wszystko może się zdarzyć - mówi Sosnowski.
Dla pięściarza z Meksyku będzie to trzeci występ w kategorii średniej. Wcześniej Munguia był mistrzem świata w wadze super półśredniej. Transmisja gali w El Paso na platformie DAZN.
Na środowej gali charytatywnej Fundacji Braci Collins Albert Sosnowski pokonał w pokazowej walce Przemysława Saletę. Podczas imprezy w ringu zaprezentowali się także m.in. Piotr Świerczewski i premier Kazimierz Marcinkiewicz.
Dziś na charytatywnej gali Charity Fight Night organizowanej w Warszawie przez Fundację Braci Collins dojdzie do walki Alberta Sosnowskiego z Przemysławem Saletą.
Dochód z imprezy zostanie przeznaczony na działania statutowe Fundacji Braci Collins. Zebrane środki dofinansują projekty skierowane przede wszystkim do dzieci oraz rodzin w trudnej sytuacji materialnej w tym m.in. do beneficjentów projektu Pokoloruj Marzenia, których codzienne potrzeby często wykraczają po za finansowe możliwości.
Oprócz byłych mistrzów Europy kategorii ciężkiej między linami pojawią się m.in. były premier Kazimierz Marcinkiewicz i piłkarz Piotr Świerczewski. Transmisja na platformie player.pl.
Były mistrz Europy wagi ciężkiej Albert Sosnowski przyznał, że kibicuje Arturowi Szpilce (24-4, 16 KO) w niedzielnej walce z Łukaszem Różańskim (13-0, 12 KO), jednak ocenia, że większe szanse na zwycięstwo ma w tym pojedynku pięściarz z Rzeszowa. Sosnowski w przeszłości boksował w Różańskim i zna siłę jego ciosu.
- Kibicuję Arturowi, ale na pewno czeka go trudny pojedynek. Szpilka w przeszłości żył na konferencjach prasowych, potrafił swoim zachowaniem zainteresować kibiców i mocno promował swoją osobę, a różnie się to kończyło. Teraz widać, że obrali z trenerem Andrzejem Liczikiem inną taktykę - powiedział "Dragon" w magazynie "Ring TVP Sport".
- Łukasz na pewno jest w stanie złamać Artura. Jeśli Szpilka nie wykorzysta swojej pracy nóg i nie będzie trzymał dyscypliny, to może to przegrać bardzo szybko - stwierdził Sosnowski.
Pojedynek Różański - Szpilka będzie główną atrakcją gali Knockout Boxing Night 15. Transmisja wyłącznie w systemie Pay-Per-View na KBNTV.pl.
Były mistrz Europy wagi junior ciężkiej Mateusz Masternak (41-5, 28 KO) zakończył już przygotowania i odlicza godziny przed powrotem na ring. W sobotę na gali Knockout Boxing Night 13 w Tarnowie, nowy nabytek grupy KnockOut Promotions zmierzy się z Tayorem Mabiką (19-5-2, 10 KO) i będzie to jego pierwszy zawodowy występ od blisko dwóch lat.
- Mateusz cały czas należy do światowej czołówki wagi junior ciężkiej. Udowodnił to w swoim ostatnim występie z Yunierem Dorticosem, gdzie pokazał się z bardzo dobrej strony. Myślę, że walka z Mabiką pokaże, że Mateusz nie zardzewiał przez ostatnie miesiące. Masternak jest gotowy podjąć każde wyzwanie i liczyć się w tej kategorii wagowej - mówił Albert Sosnowski w magazynie "Ring TVP Sport".
- Wydaje się, że wszystko w życiu prywatnym i sportowym Mateusza jest teraz poukładane. Ma wspierającą rodzinę i jak sam podkreśla, związał się kontraktem z Andrzejem Wasilewskim, bo wierzy w jego umiejętności negocjacyjne oraz promotorskie. Jeśli Masternak będzie wygrywał efektownie, to szybko otrzyma szansę walki o mistrzostwo świata - dodał były mistrz Europy wagi ciężkiej, a obecnie ekspert telewizyjny.
Do walki w Tarnowie Masternak przygotowywał się we Wrocławiu oraz Dzierżoniowie, gdzie bazę treningową ma Piotr Wilczewski. Były mistrz Europy wagi super średniej po raz kolejny stanie w narożniku "Mastera".
Na gali KBN 13 kibice zobaczą w akcji także m.in. boksującego w kategorii ciężkiej Łukasza Różańskiego. Pięściarz z Reszowa jest o krok od walki z Arturem Szpilką, do której może dojść już za kilka miesięcy. Wydarzenie pokaże na swoich antenach Telewizja Polska. Gala na żywo będzie dostępna na TVP Sport, zaś jej skrót na TVP 1.
źródło: "Przegląd Sportowy" Albert Dragon Sosnowski
Równo dziesięć lat temu Albert Sosnowski walczył z Witalijem Kliczką o pas WBC wagi ciężkiej. Z kim mam boksować? Lennoksa Lewisa już nie ma. Nikołaj Wałujew nie chce. David Haye boi się stracić pas. Wybrałem najsilniejszego. Wielu ludzi sądzi, że Sosnowski jest za słaby, ale ja dobrze pamiętam, że mnie też skreślano. Pasa mistrza Europy nie dostał w prezencie – kokietował Witalij Kliczko 31 marca 2010 roku na konferencji prasowej w warszawskim Sheratonie. Tydzień wcześniej nasz „Dragon” udał się do Gelsenkirchen, by na ogromnej Veltins Arenie wspólnie z mistrzem świata WBC rozpocząć promocję pojedynku planowanego na 29 maja w tym samym miejscu. 38-letni Ukrainiec cieszący się w Niemczech statusem megagwiazdy i Polak pokazali się kilkudziesięciotysięcznej publiczności przy okazji meczu Schalke z Bayernem Monachium. Na potrzeby telewizji zagrali w piłkarzyki, dostali też mazaki, którymi kreślili scenariusz pojedynku. I oczywiście zapozowali do zdjęć oko w oko, tak jak siedem dni później w Warszawie.
Współpracownicy 31-letniego Sosnowskiego, byłego kickboksera, od dawna starali się zorganizować mu dużą walkę. I choć „Dragon” brał udział w prestiżowych galach w USA, w Anglii pokonał Steve’a Hereliusa czy Danny’ego Williamsa, a w Niemczech zremisował z Francesco Pianetą, z tych planów nic nie wychodziło. Nie byłoby pojedynku z Kliczką, gdyby nie pas mistrza Europy, który Polak wywalczył 18 grudnia 2009 roku w Londynie. Wygrał wtedy na punkty z włoskim weteranem Paolo Vidozem, brązowym medalistą olimpijskim z Sydney. – Zainwestowaliśmy w tę walkę, by zgarnąć mistrzowski pas EBU i podnieść pozycję Alberta w rankingu WBC – opowiada Krzysztof Zbarski, wieloletni menedżer Sosnowskiego. Jego pięściarza umieszczono na 13. pozycji w rankingu federacji, której pas należał do Kliczki. Z formalnego punktu widzenia „Dr Żelazna Pięść” mógł więc wybrać Polaka na przeciwnika w tzw. dobrowolnej obronie tytułu. Ale wcale nie musiał, bo wśród kandydatów wymieniano też Odlaniera Solisa, Aleksandra Powietkina i Nikołaja Wałujewa.
– Biznes często udaje się wtedy, gdy człowiekowi tak bardzo nie zależy albo nie daje tego po sobie poznać – kontynuuje Zbarski. – Na 9 kwietnia 2010 roku w Londynie mieliśmy zaplanowane lukratywne, jak na nasze warunki, starcie z Audleyem Harrisonem. I nie rezygnowaliśmy z niego, dopóki nie podpisaliśmy kontraktu na walkę z Witalijem. Byliśmy w tej luksusowej sytuacji, że mogliśmy wybierać. Zakładałem, że szanse na pokonanie Kliczki są niewielkie. Byłem natomiast przekonany, że Harrisona rozbijemy. I myślę, że tak by się stało, wspominając walkę, którą Audley stoczył przeciwko innemu rywalowi. Albert był wtedy w gazie – zaznacza jego ówczesny menedżer.
- Staram się ten rozdział zamknąć, cały czas pali się jednak światełko - mówi Albert Sosnowski (49-9-2, 30 KO) w rozmowie z serwisem Interia.pl. Były mistrz Europy wagi ciężkiej nie wyklucza, że jeśli pojawi się odpowiednia oferta, to zdecyduje się wrócić na ring na jeszcze jeden pojedynek. "Dragon" chciałby zakończyć karierę, mając 50 zawodowych zwycięstw na koncie.
- Jaka ewentualnie oferta mogłaby mnie skusić do powrotu do ringu? To trudne pytanie, oczywiście jest to temat do przemyślenia, ale na razie ofert nie ma więc nie skupiam się na robieniu sobie wizji, jak ta oferta mogłaby wyglądać - zdradza Interii Sosnowski.
41-latek ostatni oficjalny pojedynek stoczył we wrześniu 2017 roku. Na gali w Radomiu przegrał już w pierwszej rundzie z Łukaszem Różańskim. Kilka miesięcy później Sosnowski był przymierzany do walki z Marcinem Najmanem na gali na Stadionie Narodowym, ale ostatecznie do tej konfrontacji nie doszło.
- Cały czas pali się jednak światełko, żeby może by tak jeszcze spróbować pożegnać się jednym zwycięstwem. Temat jest do dyskusji, nie jest z góry powiedziane, że nie ma o czym rozmawiać - dodaje "Dragon".
Sosnowski na zawodowych ringach boksował 1998 roku. W swojej karierze boksował m.in. o mistrzostwo świata WBC w Witalijem Kliczko. Dwukrotnie brał udział w popularnych na Wyspach Brytyjskich turniejach "Prizefighter".
Albert Sosnowski z umiarkowanym optymizmem patrzy na plany podboju przez Artura Szpilkę (23-4, 16 KO) dywizji cruiser. "Szpila" po sobotnim łatwym zwycięstwie nad Fabio Tuiachem oznajmił, że zamierza powalczyć w limicie 91 kg o mistrzowskie pasy.
- Na pewno Andrzeja Wasilewskiego stać na to, by zorganizować Arturowi walki z bardzo dobrymi zawodnikami w tej kategorii, kto wie, czy nie o mistrzostwo świata - stwierdził "Dragon" w rozmowie z TVP Sport.
- Na razie jest kwestia zbicia wagi. Póki to wszystko dobrze wygląda, ale poczekajmy. Na pewno jest szansa, że zobaczymy Artura w tej kategorii w walkach o najwyższe cele - dodał Sosnowski.
Artur Szpilka kolejny pojedynek chciałby stoczyć w umownej wadze, około 95-96 kg. "Szpila" jako swojego rywala widziałby Krzysztofa Włodarczyka.
26 października podczas gali Knockout Boxing Night 8 na ring wróci Artur Szpilka (22-4, 15 KO). Były pretendent do tytułu mistrza świata wagi ciężkiej zmierzy się z Włochem Fabio Tuiachem (29-6, 16 KO) i nie może sobie pozwolić na wpadkę.
Były mistrz Europy Albert Sosnowski mówi otwarcie, że Szpilka jest dużym faworytem w tym zestawieniu. "Dragon" zaznacza jednak, że jeden celny mocny cios Włocha, może odwrócić losy walki.
- Tuiach nie ma nic do stracenia i na pewno będzie ryzykował. Włoch wie, że Artur nie czuje się dobrze w bijatyce i gubi się, kiedy jest mocno naciskany. Jeśli Tuiach mocno trafi Szpilkę, to będą kłopoty - analizuje Sosnowski w rozmowie z TVP Sport.
- Artur w sytuacjach kryzysowych często opuszcza ręce i na siłę chce oddać. Oczywiście powinien ten pojedynek wygrać, bo jest lepszym boksersko pięściarzem, ale zobaczymy jak zachowa się jego głowa po ostatniej walce, która skończyła się dramatycznie - mówi były pięściarz.
Szpilka walką w Sosnowcu wróci na ring zaledwie trzy miesiące po lipcowej przegranej z Derekiem Chisorą. Z taką częstotliwością "Szpila" toczył dwie kolejne walki ostatni raz w 2015 roku.
Podczas gali Knockout Boxing Night 8 kibice zobaczą w akcji także utalentowanego 23-latka Fiodora Czerkaszyna, który zmierzy się z groźnym Nicolasem Pitto. W Sosnowcu dojdzie także do wyczekiwanego rewanżu pomiędzy Pawłem Stępniem i Markiem Matyją.
- Miller ma swoją wagę i to on raczej będzie takim czołgiem, który idzie do przodu - mówi portalowi rinblog.pl były mistrz Europy wagi ciężkiej Albert Sosnowski, analizując dzisiejszy pojedynek Tomasza Adamka z Jarrellem Millerem. "Dragon" zwraca uwagę na bokserskie atuty Polaka, jednak obawia się, że mogą nie wystarczyć do zwycięstwa z Amerykaninem.
- Miller jest agresywnym zawodnikiem, razem ćwiczył z Kownackim, zadaje dużo ciosów, jest cięższy. Myślę więc, że szansą Tomka może być tylko dobre przygotowanie, a wiemy, że on zawsze skrupulatnie się przygotowuje. Boję się jednak, że jego praca na nogach może nie wystarczyć do zwycięstwa, bo jednak Miller jest zawodnikiem, który zawsze szuka nokautu i jest agresywny. Kibicuję Tomkowi, ale myślę, że mimo wszystko faworytem jest Miller - mówi Sosnowski.
- Tomek jest szybki na nogach, powinien wyprowadzać dużo ciosów, natomiast czy będzie w stanie udźwignąć utrzymanie presji na Millerze? Miller ma swoją wagę i to on raczej będzie takim czołgiem, który idzie do przodu. Walcząc do tyłu ciężko będzie Adamkowi zdominować przeciwnika. Myślę, że może Tomek będzie starał się celować po dołach, zamaskować ciosy na górę i szukać mocnych ciosów na korpus i może w ten sposób gdy czysto trafi na wątrobę uda mu się wygrać tę walkę przed czasem - analizuje były pięściarz.
Pojedynek Tomasza Adamka z Jarrellem Millerem będzie jedną z głównych atrakcji gali w Chicago. Transmisja w Polsacie Sport oraz Polsacie. Pojedynek Polaka z Amerykaninem ma rozpocząć się o godz. 5 nad ranem.
Ireneusz Fryszkowski: Na obozie Landowski Boxing w Rozewiu wystąpił pan jako trener. Jak pan się czuje w tej roli? Albert Sosnowski: Kolejny etap życia. Koniec kariery bokserskiej, odchodzę w stylu nie w takim jakim trochę bym chciał, ale niestety młodszy nie będę, pewnego etapu procesu treningowego też nie przeskoczę, nie mam teamu, który by się mną opiekował. Więc uznałem, że z moim doświadczeniem z moją praktyką zawodniczą i jeżdżeniem po całym świecie warto byłoby coś otworzyć swojego. Poza tym jestem autorytetem dla młodzieży i dzieci, potrafię łatwo nawiązywać z nimi kontakt, ludzie mnie lubią i szanują. Stwierdziłem więc, że akurat zajęcie się trenowaniem boksu będzie dobrym wyborem.
Na warszawskiej Legii prowadzi pan własną inicjatywę Dragon Boxing Team. Tak. Marzy mi się rozwinięcie Dragon Boxing Team. Jest to długa droga, wymagająca dużo cierpliwości, dużo ciężkiej pracy, aktualizowania swojej wiedzy trenerskiej i przyswajania nowych rzeczy, które powstają w pięściarstwie. Zdaję sobie sprawę, że na najwyższym poziomie profesjonalnym sam nie mógłbym działać. Musiałbym mieć trenera od przygotowania fizycznego, psychologa, itd. Natomiast ja skupiałbym się na robieniu technik bokserskich, prowadzeniu zajęć pięściarskich, korzystaniu z różnych sparingpartnerów z innych grup i jeżdżeniu na walki. Czuje się w tym dobrze, odnajduję się i na pewno chcę to kontynuować. Jest to następny etap mojego życia.
Pracuje pan z młodzieżą. Czy dzisiejsza młodzież różni się podejściem do treningu, dyscypliną od tej kiedy pan zaczynał przygodę z boksem? Nie. Wydaje mi się, że młodzież jest taka sama. Tak samo jak wtedy tak i dzisiaj podejmuję własną decyzję o rozpoczęciu treningów bokserskich. Akurat moja grupa próbowała różnych sportów walki, ale po rozmowie ze mną wybrali boks. Wiemy, że ta droga do sukcesu w boksie jest bardzo długa, ale znajdują się wybitne jednostki. Dla mnie najważniejsze jest to jak widzę dwie, trzy osoby oraz ich poświęcenie i zaangażowanie. Ja nie potrzebuję 10 osób – wystarczy, że mam dwie. Wierzę w tych chłopaków i nakręcam ich do mocniejszej pracy. Staram się przekazać im moją wizję walki i treningu. Cieszę się, że jest wielu chętnych, że młodzież garnie się do boksu i widzi w tym swoją przyszłość.
Gdy mówimy o boksie olimpijskim często pada zarzut, że mamy słabych trenerów. Mit czy prawda? Pierwsze pytanie – co rozumiemy przez pojęcie „dobry trener”? To jest temat rzeka. Każdy trener ma swoją teorię i sposób pracy, swoich ludzi, jednym podoba się jego warsztat, innym nie. To jest temat bardzo złożony, bo trener nie wyjdzie za zawodnika do walki. Jeżeli zawodnik się nie przygotuje i nie traktuje tego poważnie lub nie ma zrozumienia z trenerem to powinien mu to przekazać i może poszukać wsparcia trenera klubowego. Jeżeli zawodnik jest uniwersalny i trener jest uniwersalny to mogą zaprosić innego trenera, porozmawiać, wskazać błędy, zalety, techniki, itd. Nie określiłbym tego problemu jako „dobry czy zły trener”. Może raczej mało doświadczony, który nie walczył na dużych zawodach, nie wie jak podejść do każdego zawodnika, nie wie na czym się skupić, bazuje na takich szkolnych wyuczonych rzeczach, które nie do końca przekładają się na rzeczywistą walkę. Być może trenerzy są mało otwarci na zawodnika, na rozmowę z nim, na uaktualnianiu swojej wiedzy trenerskiej.