Czterokrotny pretendent do tytułu mistrza świata wagi ciężkiej Andrzej Gołota (41-9-1, 33 KO) otrzymał ofertę powrotu na ring. O niespodziewanej propozycji poinformowała żona pięściarza - Mariola, przy okazji promocji programu telewizyjnego "Agent - Gwiazdy", w którym małżeństwo Gołotów wzięło udział.
- Decyzja o zakończeniu kariery była, że tak powiem, dorosła - i dla męża, i dla mnie, bo w pewnym momencie sport wyczynowy zaczyna się robić niebezpieczny. Ale nie dalej niż w czwartek (14 lutego), Andrzej znów dostał ofertę walki. Zainteresowanie jest, kibice nadal chcieliby go widzieć, ale to już zamknięty rozdział tej książki- zdradza żona byłego pięściarza, doprecyzowując, że oferta dotyczyła występu w turnieju.
- Oferta jest jak najbardziej prawdziwa. Jeśli turniej dojdzie do skutku, potwierdzi to moje słowa. Jeśli nie dojdzie, upublicznię ofertę - mówi Mariola Gołota.
Gołota ostatni zawodowy pojedynek stoczył w lutym 2013 roku. W ostatnim profesjonalnym występie pięściarze przegrał przed czasem z Przemysławem Saletą.
Sędzia Frank Garza nie może tego powiedzieć wprost, ale daje do zrozumienia, że Polak pobiłby Mike’a Tysona. Gdyby zaczął trzecią rundę. "Przegląd Sportowy" porozmawiał z człowiekiem, który prowadził tę pamiętną walkę.
Czy dwurundowa walka Mike’a Tysona z Andrzejem Gołotą, która odbyła się w 2000 roku w Detroit, była jednym z najbardziej nietypowych wydarzeń, z którymi miał pan do czynienia w boksie? Frank Garza: Myślę, że to była jedna z najdziwniejszych walk, które w ogóle wydarzyły się w boksie zawodowym. A przynajmniej w tamtych latach. To miało być zderzenie dwóch indywidualności – dwóch wybitnych, ale i nietypowych pięściarzy. Obaj mieli sporo na sumieniu. Wcześniej robili przecież w ringu rzeczy, które nie przynosiły chluby tej dyscyplinie sportu. Było zresztą wielu ludzi, którzy twierdzili, że Gołota i Tyson w ogóle nie powinni ze sobą walczyć z powodu tych dziwnych zachowań.
Zna pan odpowiedź na pytanie, dlaczego Gołota zszedł z ringu po drugiej rundzie? Wielu ludzi mówi, że była ona dla niego o wiele lepsza niż pierwsza, w której znalazł się na deskach. Zgadzam się z tymi ludźmi. To była runda, która należała do Gołoty. Nie wiem, dlaczego to zrobił. Dałem mu wszelkie możliwości, które tylko mogłem. Po gongu kończącym drugą rundę powiedziałem: „Wracaj do narożnika. Masz minutę. Pomyśl o tym, co zamierzasz zrobić”. Zostawiłem to w jego rękach, zostawiłem to ludziom z jego narożnika. Sam miałem związane ręce. A kiedy minuta kończąca przerwę minęła – dałem Andrzejowi ostatnią szansę. A on powiedział, że jest po wszystkim.
Gołota nie chciał walczyć, trener Certo próbował go do tego zmusić, obrażając go przekleństwami i wpychając mu na siłę ochraniacz na zęby. Można zrozumieć, że sytuacja była kuriozalna, ale czy szkoleniowiec nie powinien jednak w każdej chwili stać murem za zawodnikiem? Nie mogę się wypowiadać w niczyim imieniu. Wiem jednak, że jeśli jest jakaś osoba, która rozumie i zna boksera lepiej niż ktokolwiek inny – jest nią właśnie jego szkoleniowiec. Pomiędzy Gołotą i Certo nastąpiło duże spięcie. Dlaczego? To pewne, że Al Certo bardzo chciał, aby Andrzej kontynuował walkę. Jednak ostateczna decyzja należała do pięściarza.
Al Certo doznał złamania kości uda, a komplikacje po operacji były pośrednią przyczyną śmierci 90-latka. Ten szkoleniowiec na zawsze zapadł w pamięć polskich fanów boksu.
Amerykański szkoleniowiec w przeszłości prowadził naszego pięściarza. Andrzej Gołota miał właśnie Certo w narożniku podczas walki z Mikem Tysonem w 2000 roku.
Trener sam był w przeszłości bokserem, potem menedżerem i promotorem. Podkreślał, że przyjaźnił się z takimi sławami jak Willie Pep (mistrz świata w wadze piórkowej) czy Jersey Joe Walcott (mistrz świata w ciężkiej). Certo zmarł w New Jersey 26 grudnia.
Niedawno powstał szczególny pana sercu klub bokserski, pierwszy taki na świecie, pana imienia w Krotoszynie. Andrzej Gołota: To była bardzo fajna i istotna sprawa.
Konsultowano to wcześniej z panem lub pana małżonką? Owszem, zwrócono się z taką propozycją. Moja odpowiedź brzmiała: "a dlaczego by nie?".
Kilka razy już pan był w Krotoszynie. Frekwencja na sali dopisywała? Naprawdę byłem aż zdziwiony, że jest tylu chętnych do trenowania tego sportu. Teraz też byłem i znów aż miło było na to popatrzeć.
Kilka lat temu wyznał mi pan, że nie ogląda obecnych walk, a na pytanie z czego to wynika, z rozbrajającą szczerością odparł pan, że nie potrafi odpowiedzieć. Jak jest teraz? Na pewno niezbyt śledzę sytuację w polskim boksie, ponieważ mam z nim bardzo mały kontakt. Jednak dzięki temu, że ostatnio przez trzy dni oglądałem turniej w Krakowie, mogłem zobaczyć na własne oczy, że w Polsce jest paru bardzo fajnych zawodników i sporo utalentowanej młodzieży. Aż zdziwiłem się, jak ładny poziom zaprezentowali ci młodzieńcy.
Rozważa pan jakąś rolę dla siebie przy boksie? Na pewno nie w charakterze promotora czy menedżera, ale bardziej konsultanta.
Na gali w Austrii boksujący w kategorii junior ciężkiej Artur Górski (11-2, 7 KO) sprawił miłą niespodziankę, nokautując w piątej rundzie niepokonanego dotąd Anthony'ego Agyeia (9-1, 9 KO). Było to drugie tegoroczne zwycięstwo pięściarza z Tarnowa.
W piątym starciu Górski najpierw rzucił przeciwnika na deski po lewym sierpowym, zaś później zasypał go serią ciosów bez odpowiedzi i doprowadził do przerwania walki. Stawką pojedynku był tytuł międzynarodowego mistrza Austrii.
- To będzie konkretna walka! - zapowiada Artur Górski (8-1, 4 KO) przed sobotnią walką o pas WBC Francophone wagi bridger z Adamem Balskim (18-2, 10 KO).
Gdy kilkanaście dni temu odebrał niespodziewany telefon z propozycją walki z Adamem Balskim (18-2, 10 KO), długo się nie zastanawiał. Tym bardziej, że był w treningu, bo przygotowywał się do innej walki. Zamiast w Dębicy, Artur Górski (8-1, 4 KO) wystąpi na gali KnockOut Boxing Night 32 w Kaliszu i stanie przed szansą wywalczenia pasa WBC Francophone wagi bridger. - Grzechem byłoby odmówić - powiedział w rozmowie z tvpsport.pl tarnowianin, który treningi łączy ze służbą w wojsku. Transmisja gali w TVP Sport.
Jego pierwszą miłością wcale nie był boks, tylko judo, które trenował od dziecka. W tej dyscyplinie stoczył około 300 pojedynków, jeździł po największych krajowych turniejach, z których przywoził medale. Matę na bokserski ring postanowił zamienić 7 lat temu.
Zanim związał się kontraktem z KP znał już zawodników, bo wiele razy z nimi sparował. Ćwiczył z całą czołówką - Krzysztofem Włodarczykiem, Krzysztofem Głowackim i Michał Cieślakiem. Ponadto, pomagał także Mateuszowi Masternakowi. Sparował również z Balskim.
- Kilka tych sparingów było. Pamiętam, że na samym początku, gdy zaczynałem karierę, to właśnie w sparingu z Adamem byłem testowany, czy się w ogóle nadaję do boksu. Wiadomo, że sparing to nie walka, ale wydaje mi się, że mniej więcej wiem, czego mogę się spodziewać. Jakieś założenia już mam - mówi Górski, który łączy treningi ze służbą w wojsku. Od dwóch lat jest żołnierzem zawodowym 21. Batalionu Dowodzenia w Rzeszowie.
- Jest możliwość pogodzenia sportu z wojskiem. Wiadomo, moja dyscyplina nie jest olimpijską, bo to boks zawodowy, dlatego nie mam takich możliwości przygotowań, jak zawodnicy, którzy walczą o igrzyska. Ale moi przełożeni idą mi bardzo na rękę i umożliwiają przygotowania - podkreśla.
Artur Górski (8-1, 4 KO) jest bardzo zmotywowany przed walką z Adamem Balskim (18-2, 10 KO) o pas WBC Francophone wagi bridger. Pojedynek będzie główną atrakcją gali Knockout Boxing Night: Kalisz organizowanej 27 stycznia w Arenie Kalisz.
- Ta propozycja spadła jak grom z jasnego nieba, ale bardzo się cieszę. Mam przed sobą mocne wyzwanie o najwyższą możliwą stawkę i jestem w pełni na tym skupiony - zapowiada Górski w rozmowie z Karolem Garncarzem.
Balski zajmuje aktualnie drugie miejsce w rankingu World Boxing Council. Mistrzem świata WBC w tej dywizji jest Łukasz Różański, a zwycięzca walki wieczoru w Kaliszu ustawi się w kolejce do pojedynku o mistrzowski tytuł.
- Ta walka jest przepustką do walki o pełnoprawne mistrzostwo świata, więc stawka jest napawdę ogromne. Trzeba wejść i bić się na zabicie. W tej walce dam z siebie wszystko. Niezmiernie cieszę się z takiej wielkiej szansy - dodaje pięściarz z Tarnowa.
- Kiedy po raz pierwszy usłyszałem o tej ofercie, to trochę niedowierzałem. Od razu sie zgodziłem, bo takich walk się nie odmawia. Adam to wojownik, ale to jest boks, wszystko się może wydarzyć - podsumowuje Górski.
24-latek w ubiegłym roku odniósł trzy zwycięstwa, pokonując m.in. niepokonanego Kubańczyka Cristiana Lopeza. Pojedynek w Kaliszu będzie jego największym wyzwaniem na zawodowych ringach.
Podczas gali KBN: Kalisz kibice zobaczą także m.in. powrót na ring notowanego w czołówce światowych rankingów wagi średniej Fiodora Czerkaszyna, najlepszego polskiego pięściarza wagi półciężkiej Pawła Stępnia oraz kaliszanina Miłosza Grabowskiego, który po raz pierwszy w profesjonalnej karierze zaprezentuje swoje umiejętności w rodzinnym mieście. Transmisja wydarzenia w TVP Sport
Artur Górski (8-1, 4 KO) wygrał przez techniczny nokaut w czwartej rundzie z Pawłem Strykowskim (3-25-1, 0 KO) w pojedynku otwierającym galę Nosalowy Dwór Knockout Boxing Night w Zakopanem.
Do momentu przerwania rywalizacji Górski prowadził pewnie na punkty. 24-latek odniósł w ten sposób trzecie tegoroczne zwycięstwo.
Remisem zakończył się z kolei pojedynek pomiędzy Miłoszem Grabowskim (6-0-1, 3 KO) i Maciejem Drozdowskim (2-1-1, 0 KO). Po czterech rundach sędziowie punktowali 38-38, 38-37 dla Drozdowskiego i 38-37 dla Grabowskiego. W drugim starciu wracający na ring po rocznej przerwie Grabowski był liczony.
Kamil Urbański (3-1, 2 KO) przegrał niejednogłośnie na punkty z Yanielem Riverą (8-2-1, 3 KO) na gali Knockout Boxing Night 29 w Mrągowie. Po sześciu rundach dwóch sędziów punktowało 58-56 dla Kubańczyka, zaś trzeci wskazał na remis 57-57.
Początek walki należał do Rivery, który trzymał rywala na dystans, punktował ciosami prostymi i nie pozwalał Polakowi podejść zbyt blisko. Od trzeciej rundy pojedynek wyrównał się, a Urbański sporadycznie przełamywał defensywę przeciwnika.
W piątym starciu Kubańczyk ponownie zaczął osiągać przewagę. Urbański przyjmował sporo ciosów na tułów i chociaż cały czas próbował naciskać, to jego ofensywne akcje nie były skuteczne. W ostatnich minutach obaj pięściarze wyglądali na mocno zmęczonych, ale to Rivera był bardziej efektywny. Po finałowym gongu sędziowie wypunktowali wygraną Kubańczyka. Dla Urbańskiego była to pierwsza zawodowa porażka.
W pojedynku poprzedzającym walkę wieczoru gali KBN 29 w Mrągowie, Artur Górski (7-1, 3 KO) wygrał jednogłośnie na punkty z Cristianem Lopezem (3-1, 1 KO). Po sześciu rundach wszyscy sędziowie punktowali 58-56 dla Polaka.
Od pierwszego gongu Polak wywierał presję i spychał przeciwnika do obrony. Kubańczyk starał się przepuszczać ataki rywala oraz kontrować, jednak w jego boksie brakowało aktywności. Górski bił mocniej i często trafiał na tułów. Większość rund miało wyrównany przebieg, ale to Polak narzucał ton rywalizacji.
Pod koniec piątej rundy Górski trafił mocnym lewym sierpowym i zachwiał rywalem. W szóstym starciu Polak dalej wywierał presję na zmęczonego rywala, ale sam też już wyglądał na zmęczonego rywalizacją. Sędziowie wypunktowali jednomyślną wygraną Polaka, który odniósł największy sukces na zawodowych ringach.
Kubańczyk Cristian Norges Lopez (3-0, 1 KO) będzie przeciwnikiem Artura Górskiego (6-1, 3 KO) podczas gali Knockout Boxing Night 29, która odbędzie się 15 lipca w Amfiteatrze w Mrągowie nad jeziorem Czos.
Dla pięściarza z Kuby, który w ostatnim występie wygrał na punkty z Kajetanem Kalinowskim, będzie to powrót na ring po ponad rocznej przerwie. Górski ostatni profesjonalny pojedynek stoczył w styczniu, wygrywając z Jirim Svaciną.
Główną atrakcją gali w Mrągowie będzie walka w kategorii półciężkiej pomiędzy Janem Czerklewiczem (10-1, 3 KO) i Łukaszem Pławeckim (6-0-2, 4 KO). Podczas gali KBN 29 dojdzie także m.in. do ciekawie zapowiadającej się walki pomiędzy Kamilem Urbańskim (3-0, 2 KO) i Yanielem Evanderem Riverą (7-2-1, 3 KO).
- Marzę o poważnej karierze bokserskiej, dlatego chcę i muszę wygrać w sobotę po dobrej walce, a potem krok po kroku do celu – mówi Artur Górski (5-1, 2 KO), który spotka się z doświadczonym Czechem Jirzim Svaciną (15-56, 4 KO) 28 stycznia na Knockout Boxing Night 26 w Nowym Sączu. Transmisja w TVP Sport.
Tarnowianin z największej polskiej grupy KnockOut Promotions boksuje w wadze junior ciężkiej, a pojedynek ze Svaciną został zakontraktowany na 6 rund. Wcześniej Artur Górski miał okazję sparować z najlepszymi krajowymi pięściarzami kategorii cruiser. - Swego czas dobrze wypadłem na sparingach z zawodnikami tej klasy co Mateusz Masternak, Krzysztof Głowacki, Krzysztof Włodaczyk, Michał Cieślak, co utwierdziło mnie w przekonaniu, że mogę coś znaczącego osiągnąć w boksie zawodowym. Nie wszyscy kibice pamiętają, ale przygodę z profesjonalnym pięściarstwem zacząłem od wygranej w… Pakistanie. Niestety ta walka nie jest wpisana do mojego rekordu - powiedział 23-letni Artur Górski.
Do sobotniej gali przygotowywał się sparując głównie z Łukaszem Pławeckim i Pawłem Augustynikiem, ale też z zawodnikami z Krakowa. W walkach wieczoru Adam Balski (17-2, 10 KO) spotka się w wadze junior ciężkiej ze Słowakiem Michalem Plesnikem (9-5, 7 KO) oraz nowosądeczanin Łukasz “Boom Boom” Pławecki (5-0-2, 3 KO) w półciężkiej z Kameruńczykiem Emmanuelem Feuzeu (10-12-2, 4 KO). - Bardzo się cieszę, że stoczę walkę w nieodległym Nowym Sączu. Na galę wybiera się sporo moich kibiców, znajomych i osoby z bliskiej rodziny. Fajnie, że jest dla kogo i komu się pokazać. Wierzę, że jestem w stanie efektownie zwyciężyć, chociaż nie zamierzam lekceważyć Jirziego Svacinę. Ma swoje lata, ale też niemal dwie dekady na profesjonalnym ringu. Niedawno nie dało się znokautować Kajetanowi Kalinowskiemu - stwierdził Artur Górski.
Początkowo uprawiał judo w Pałacu Młodzieży Tarnów, a potem przerzucił się na boks. W 2017 roku w Nowej Dębie został brązowy medalistą Mistrzostw Polski Juniorów kat. 91 kg. W półfinale nieznacznie przegrał 2:3. - Łączę boks ze służbą w 21 Batalionie Dowodzenia w Rzeszowie. Jako żołnierz zawodowy mam możliwość rozwijania sportowej pasji. Do każdej walki szykuję się jakbym miał walczyć z gwiazdą boksu. Jeśli nie uda się wygrać przed czasem, to chciałbym w dobrym stylu powalczyć 6 rund. Jestem młodym zawodnikiem, wiem, że tylko konsekwentną pracą mogę do czegoś dojść. I też nie mogę się spieszyć – uważa podopieczny trenera Adama Wójcika.
Jedyną porażkę Artur Górski poniósł w starciu z Oskarem Wierzejewskim. - To był wypadek przy pracy. Chcę rewanżu, ale Oskar pisze głupoty w internecie, zachowuje się jakby nie miał szacunku do mnie, czyli innego sportowca. Zobaczymy, jeśli nie dojdzie do rewanżu, wtedy chętnie zmierzę się z kimś, kto go pokona. I wtedy moglibyśmy się porównywać - wyjaśnił Artur Górski.